google keep

Wszystko w jednym miejscu, czyli Google Keep

Lubię planowanie i organizację, jednak dość długo nie mogłam znaleźć narzędzia, które przypadłoby mi do gustu ułatwiając całą pracę. Wiele z nich było bardzo fajnych i podchodziłam do nich z entuzjazmem, ale gdy przychodziło do codziennej pracy, jakoś szybko przestawałam z nich korzystać. Dlaczego? Nie wiem.. nie było chemii… Notatki rozłaziły się więc po kalendarzach, karteczkach, plikach, telefonie itp.

Nie ukrywam, że jestem fanką Google – Gmail, Dysk, Kalendarz, Tłumacz.. wszystko intuicyjne i powiązane jednym kontem. Kalendarz to oczywista oczywistość, jednak Dysk Google i jego dokumenty mimo, że wiedziałam o ich istnieniu, to i tak ostatnio wręcz mnie oczarowały. Praca w zespole, gdzie każdy potrzebuje dostępu do bieżących informacji, a aktualizacje często są wprowadzane – z Google Drive to była bajka. Jednak nie o tym chciałam pisać.. Królem dzisiejszego wpisu jest Google Keep. Trafiłam na niego przez przypadek, pchnięta myślą – jak to możliwe, że Google nie wynalazł jeszcze narzędzia do notatek. Okazało się, że wynalazł, tylko trochę je ukrył przede mną. Słyszałeś wcześniej o Google Keep? Nie wiem dlaczego, ale jest mało popularne.

Żółte karteczki

To narzędzie ma coś, co lubię najbardziej – prostotę. W wyglądzie przypomina popularne karteczki, którymi oblepiamy monitory i taka idea temu narzędziu przyświeca. Jednak przewaga komputerowej wersji jest taka, że do tej karteczki możemy wrzucić wszystko – tekst, obrazki, linki i co dla mnie ważne – check listy. Listy zadań to moje podstawowe narzędzie pracy i jestem szczęśliwa, że mogę je mieć w jednym miejscu ze wszystkimi innymi notatkami.

Jak się odnaleźć, gdy notatek przybywa?

Jeszcze jest ok, ale co będzie gdy notatek przybędzie? Jak odnaleźć to co potrzebne w danej chwili? Miałam przez moment takie obawy, ale Google Keep bardzo fajnie temat rozwiązało. Do wyboru mamy dwa oznaczenia – kolor karteczek oraz etykiety. Sposób ich użycia zależy od własnego systemu pracy. Ja z etykiet zrobiłam nazwy projektów włączając do tego takie „projekty” jak zdrowie, dom, czy rozwój.

Natomiast kolorki używam bez przesady – na żółto oznaczam listy to do, a na czerwono sprawy pilne. Jak jeszcze coś wymyślę, to pozostało kilka kolorów do dyspozycji.

 

 

 

 

 

Postanowiłam nie stosować etykiet jak słów kluczowych, ponieważ gdy będzie ich zbyt dużo, to wyszukiwanie się skomplikuje. Słowa kluczowe można po prostu wpisywać w wyszukiwarkę, która wyodrębni odpowiednie notatki. To taki mój prosty patent, ponieważ im prościej, tym lepiej.

Integracja, synchronizacja i udostępnianie

Jest to narzędzie Google, więc łatwo się domyśleć, że jest zintegrowane z innymi. Szczególnej uwadze wymaga funkcja powiadomień – do pojedynczej notatki możemy dodać datę i godzinę przypomnienia, a wtedy wpis automatycznie trafia do naszego kalendarza Google.

Notatkę możemy też udostępnić innej osobie korzystającej z Google Keep  – wtedy pojawia się ona u tej osoby i wspólnie możemy ją aktualizować.

W trakcie robienia screenów do wpisu zauważyłam, że jest coś takiego jak notatka z rysunkiem. Ciekawy patent – można szybko, odręcznie coś narysować wprost w notatce. Może to być przydatne dla grafików, czy projektantów, żeby utrwalić pomysł, który wpada do głowy bez konieczności otwierania programu graficznego i w dodatku opisać go w tym samym miejscu.

Aplikacja na telefon

Google Keep jest narzędziem w chmurze – nie wymaga zapisywania, wszystko na bieżąco się aktualizuje. Bardzo istotna dla mnie sprawa, to możliwość korzystania z aplikacji na telefon, a tym samym stały dostęp do notatek gdziekolwiek jestem. Szybko mogę wyszukać potrzebne informacje, jak również zanotować pomysł w miejscu, w którym docelowo chcę go trzymać – bez konieczności przepisywania po powrocie do domu. Tutaj link do aplikacji w Google Play.

Z pewnością w Google Keep znalazłoby się jeszcze kilka funkcjonalności, które można omówić, jednak celem tego wpisu jest pokazanie, że takie narzędzie istnieje i jest warte uwagi. Jeśli masz konto w Google, nie musisz zakładać nowego i polecam, żebyś sprawdził narzędzie na własnej skórze. Jest tak intuicyjne, że nie ma sensu pisać do niego instrukcji. Poklikaj i sprawdź, czy przypadnie do Twojego gustu.

Jeśli ten tekst Ci się spodobał to proszę podziel się z innymi 🙂